POWIAT ŚREDZKI
EMka.news

Talenty z sąsiedztwa cz. VI – Olga Saganowska

Olga Saganowska i jej prace fot.: Krzysztof Bednarczyk

Zapraszamy na kolejny wywiad z cyklu "Talenty z sąsiedztwa". Dzisiaj - Olga Saganowska ze Środy Śląskiej, najbardziej wszechstronna rękodzielniczka w naszym regionie.  

Jej artystyczne pasje postanowiliśmy ułożyć w kolejności alfabetycznej: asamblaż, batik, bibułkarstwo, biżuteria, decoupage, filcowanie, florystyka, gotowanie, haft koralikowy, makrama, shibori, stemplowanie tkanin, szycie, szydełkowanie, tkactwo, wyklejanki. Z cech wymienimy tylko dwie: talent i skromność.
 

– W jakiej kolejności rozwijały się pani pasje? Pytam, bo jest ich naprawdę dużo…
Pasji mam kilka, ale domyślam się, że pyta pani o rękodzieło i techniki których używam. Myślę, że lata 80 to ten czas. Byłam wtedy nastolatką, a na sklepowych półkach niewiele... Jak każda młoda dziewczyna chciałam być oryginalna, mieć modne ciuchy i złamać szarość, która nas otaczała. Od babci, ja i mama, dostałyśmy starą maszynę do szycia i to na niej szyłam swoje pierwsze spódnice z tetry, dla niewtajemniczonych to tkanina na pieluchy!, które później  farbowałam barwnikami. Dziś wiem, że technika której używałam to shibori. Z tenisówek robiłam baleriny i - jeśli udało się kupić białe - to też je farbowałam. Mama uczyła mnie szydełkowania, a na drutach uczyłam się robić w szkole na ZPT, czyli zajęciach praktyczno - technicznych (śmiech). Naszyjniki powstawały z dratwy i koralików z odzysku.
Właśnie dzięki pani pytaniu przypomniałam sobie o w pierwszej samodzielnie uszytej spódnicy. Była w kolorze wściekłego różu, bo wykorzystałam wsypę czyli tkaninę, z której szyje się poduszki. Poszłam w niej na pierwszy koncert zespołu BANK w Domu Kultury w Środzie Śląskiej. Do tego długi na kilka metrów różowy szydełkowy szal… no i ten koncert... (śmiech).
Czas mijał, a rękodzieło było cały czas ze mną. Kiedy urodzili się moi synowie to szyłam i robiłam na drutach ciuszki dla nich. Potem przyszły kolejne fascynacje: florystyka, filcowanie na mokro, biżuteria robionona na krosnach, haft koralikowy, decoupage, makrama, która znów wróciła do łask i jest bardzo popularna. Czerpię również z tradycji. Zachwycają mnie słomiane ozdoby, pająki, podłaźniczki, bibułkarstwo. Do tego batik, nad którym wciąż pracuję.
 
– Która z nich jest jednak najbliższa pani sercu?
Wszystkie techniki są mi bliskie. Czasem, gdy jestem już którąś zmęczona zostawiam ją na jakiś czas. Ale tylko na jakiś czas, później to mija i znów przychodzą nowe pomysły.

– W jednym z wywiadów, które ostatnio robiłam usłyszałam: To moje artystyczne guru. To było o pani i ja się z tym zgadzam.  
Tak, przeczytałam rozmowę z Ulą Marszałek i byłam mocno zawstydzona. Nie czuję się guru, raczej jak ktoś kto pokazuje drogę, ścieżkę, którą można iść i czerpać z tego radość. Idziemy tą drogą razem z innymi rękodzielniczkami, a potem one odkrywają swoją i fajnie jest jak mnie na tą swoją drogę zaproszą. Dla mnie, w tym co robię, ważne jest spotkanie z ludźmi, rozmowa, wspólna praca, uczenie się od siebie.

– Na pewno ma pani w swoim dorobku dużo wystaw…
No to panią zaskoczę, bo nie miałam żadnej indywidualnej wystawy. Swoje prace prezentowałam wraz z innymi paniami, które uczestniczą w warsztatach rękodzielniczych prowadzonych przez średzki dom kultury. Były to dwie wystawy w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej i „Wystawa Jednego Weekendu” w Domu Kultury w Środzie Śląskiej. Tak więc w tym temacie jeszcze wszystko przede mną.

– Co daje pani rękodzieło? Czy dalej można mówić, że to zwykłe hobby?
To pasja, która daje mnóstwo satysfakcji, radości ze spotkania z ludźmi. Myślę tu o uczestnikach warsztatów, które prowadzę, ale też tych, na które wyjeżdżam. Tam uczę się nowych technik i słucham opowieści ludzi, których pasją jest rzemiosło, rękodzieło.
To czasem też terapia zajęciowa, która pozwala na ułożenie w głowie, tego co wydaje się nie do poukładania. Mogę więc śmiało powiedzieć, że nie jest to zwykłe hobby.

– Znam jeszcze jedno pani hobby, o którym chyba nie każdy wie. To kryminały! Odkryła już pani Mieczysława Gorzkę, pisarza pochodzącego ze Szczepanowa i coraz bardziej popularnego?
O tak, lubię czytać i to nie tylko kryminały. Na czytanie mogę pozwolić sobie wieczorem albo wcześnie rano. Na szczęście są audiobooki i dzięki nim mogę pracować i nadrabiać zaległości czytelnicze. Skończyłam „Martwy sad” i właśnie czytam „Iluzję” pana Gorzki. Polecam gorąco, chociaż myślę, że większość mieszkańców naszego powiatu już czytała te powieści. „Martwy sad” czyta się wyjątkowo, bo akcja rozgrywa się w miejscach, które dobrze znamy. Podobały mi się te powroty na wieś, wspomnienia z dzieciństwa i sama zagadka. Z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po „Iluzję” i nie zawiodłam się. Zdarza mi się czytać kilka książek jednocześnie. Niedawno skończyłam Mai Lunde „Historię pszczół” i „Znaki szczególne” Pauliny Wilk. Również polecam.

– Czy ktoś z rodziny podziela pani artystyczne pasje? Poszedł w ślady mamy?
Nie, nie mam następców, ale może kiedyś pojawią się wnuki i im będę mogła przekazać swoje umiejętności. Chociaż może się mylę i pewnych następców już mam… Młodszy syn to złota rączka, a straszy eksperymentuje z fotografią. Może nie jest to rękodzieło, ale pewna twórczość na pewno…

– Jest jeszcze jakiś rodzaj twórczości, który panią intryguje i kusi (śmiech)?
Jasne! Uwielbiam wyklejanki czyli gazetowe kolaże, kusi mnie asamblaż, tkactwo, jak już wspominałam szlifuję batik i stemplowanie tkanin tzw. block printing.
Chciałabym też móc więcej… gotować! To kolejne zajęcie, które daje mi ogromną radość. Pozwala odpocząć i cieszyć wszystkie zmysły. Gotowanie to zapach - domowy chleb albo ciasto z rabarbarem, kolor - warzywa krojone na barszcz lub chłodnik, smak i dźwięk - skwierczącej cebulki na patelni. To coś niezwykłego. Albo zapach świeżej bułki z masłem i miodem... Gotowanie to również opowieści i wspomnienia: jak gotowała babcia, mama, teściowa, co dobrego jedliśmy podczas swoich podróży. Gotowanie to sztuka i mam nadzieję, że w „Sztuce”, restauracji Mariusza Komendy, którą planuje otworzyć w Środzie też będzie można pogawędzić o gotowaniu, bo, że dobrze zjeść to na pewno.  

– Pani Olgo, to był bardzo ciekawy wywiad, może rozważę poszerzenie swoich zainteresowań o plastyczne, jest tyle możliwości (śmiech). Bardzo dziękuję za rozmowę. 



eska

1

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Talenty z sąsiedztwa cz. VI – Olga Saganowska

    2020-05-19 10:15:41

    gość: ~ekolog

    ostatnio dodany post

    Trzeba przyznać, że Pani Olga jest wybitnie kreatywna i potrafi zrobić coś z niczego. Obejrzawszy wykonanie stroika świątecznego stwierdzam, że Jej działalność ma także wymiar ekologiczny. Zupełnie spokojnie dzieło to można podpiąć pod nurt "Zero waste"

REKLAMA


REKLAMA