POWIAT ŚREDZKI
EMka.news

Talenty z sąsiedztwa cz. VII – Maria Bednarska

Maria Bednarska z pierwszym swoim obrazem fot.: eska

Zapraszamy na kolejny wywiad z serii "Talenty z sąsiedztwa". Maria Bednarska debiutowała późno, a jej twórczość ma jej cechy: wrażliwość i pozywną energię. 

– Pani Mario, pani piękny obraz otwiera kalendarz na 2020. Jest taki… lekki, wakacyjny i z lokalnym akcentem - winem. Jak powstał? 
Obraz powstał w 2015 roku. To był w trzeci rok funkcjonowania grupy malarskiej, do której należę i którą kieruje pani Małgorzata Bogucka. Któregoś dnia pani przyniosła ona na zajęcia niechciane sklejki. Na te sklejki nałożyłyśmy klej, papier gnieciony i tak powstała baza pod obraz. Co do samego tematu, pani Gosia pokazała nam łódeczkę i powiedział, że ona powinna stać się dla nas inspiracją. Każdy z nas namalował ją inaczej. Bardzo lubię malować martwą naturę, mając ją przed oczami. W pracowni wypatrzyłam butelkę po winie, do tego doszły przyniesione z domu muszelki. Wszystko to skomponowałam w całość. Do tego doszło tło, chmury i w ten sposób powstał ten obraz.  Rzecz miała miejsce zaraz po wakacjach, wiec być może ten wakacyjny nastrój można w nim jeszcze odnaleźć. 
Przez chwilę zastanowiłam się właśnie, gdzie mam ten obraz, ale przypomniałam sobie, że swego czasu podarowałam go swojej kuzynce. Kiedy podczas odwiedzin ogadała moje obrazy, zaproponowałam jej, że może wybrać sobie jeden. Wybrała właśnie ten, wakacyjny. 
 
– Jak zaczęła się pani przygoda z malowaniem? 
Malować zaczęłam późno, bo w 2010 roku. Przez 31 lat byłam nauczycielką nauczania początkowego (klasy I – III). Była to bardzo absorbująca praca. Należałam również do harcerstwa. W Komendzie Hufca ZHP w Środzie Śląskiej zajmowałam się referatem zuchowym. Byłam też członkiem Rady Naczelnej ZHP,  co oznaczało wiele wyjazdów do Warszawy. Cały czas poświęcałam młodzieży i harcerzom i to sprawiało, że nie miałam czasu na swoje pasje artystyczne. Dopiero w 1997 roku przeszłam na emeryturę i kiedy zastanawiałam się co zrobić z czasem wolnym pojawiła się na świecie pierwsza wnuczka. Jej rodzice pracowali, więc postanowiłam im pomóc. Ta pomoc skutecznie wypełniała mi kolejne lata. W 2009 roku znalazłam się w grupie pani Olgi Saganowskiej zajmującej się rękodziełem. Namówiła mnie do tego koleżanka. Poszłam na pierwsze spotkanie i bardzo mi się spodobało. To był początek mojej artystycznej działalności. Pani Saganowska sprawiła, że zainteresowałam się malarstwem. To ona opowiedziała nam o warsztatach malarskich  organizowany przez panią Bogucką. Warsztaty były częścią dużej międzynarodowej impreza, ze znanymi malarzami, jak np. Edward Gałustow. To pan Edward poprowadził te warsztaty, więc ma też swój udział w moim odkrywaniu malarstwa. Na tym plenerze powstał mój pierwszy obraz. Jest on dla mnie bardzo ważny i nigdy nikomu go nie oddam (śmiech). Malowaliśmy martwą naturę - wazon ze słonecznikami, jabłko i metalowy dzbanek. To było tylko 4 godziny zajęć, więc nie udało nam się skończyć naszych obrazów. Pani Bogucka zaproponowała, ze dokończymy je po wakacjach. Tak też się stało. Spotkałyśmy się w domu kultury i poczułam wówczas, że budzi się we mnie coś, co dotychczas jedynie drzemało. Poprosiłyśmy panią Magdę o poprowadzenie dla nas warsztatów malarskich. Zgodziła się i tak zaczęło się nasze malowanie. Pani Bogucka, jest tą kolejną i chyba najważniejsza osobą, bez której nie byłby mojego malowania. Jest naszą inspiracją i dobrym duchem. Dzięki niej maluję i razem  wyjeżdżamy oglądać wystawy znanych artystów. 
 
– Kiedy odkryła pani swoje plastyczne umiejętności? Czy miało to wpływ na wybór szkoły i zawodu - nauczycielka? 
Jako dziecko bardzo lubiłam rysować, i wykonywać przeróżne prace plastyczne, Chętnie też szyłam i robiłam na drutach, a wszystko to za sprawą mojej mamy, która też miała artystyczną duszę. Kiedy miałam 11-12 lat zrobiłam kartkę z życzeniami na pierwszą komunię. Po niej były prośby o inne i te prośby chętnie spełniałam.  Malować zaczęłam w klasie 7. Znajomy mamy zgodził się dawać mnie i moim koleżankom lekcje. Nasze prace wysyłał nawet na różne wystawy. Wtedy uwierzyłam, że nie tylko lubię, ale że też potrafię malować. Po podstawówce uczęszczałam do zwykłego liceum, bo mieszkałam w małym miasteczku. Marzenia o ASP uznałam za nierealne -  pochodziłam z robotniczej rodziny i uznałam, że nie mam szans. Wybrałam studium nauczycielskie we Wrocławiu o kierunku wychowanie plastyczne z zajęciami praktycznymi, co bardzo odpowiadało moim zainteresowaniom.  Ukończyłam je w 1966 roku i od razu poszłam do pracy Uczyłam dzieci klas I – III  i prowadziłam kółka plastyczne. Cały czas byłam nauczycielką wychowania początkowego, a przez 12 lat także plastyki i zajęć praktycznych. 
W 1978 roku przeniosłam się do Środy Śląskiej i rozpoczęłam pracę w Szkole Podstawowej nr 3. Przepracowałam tam 19 lat i można powiedzieć, że wychowałam 6 roczników uczniów. 
 
– Była pani nauczycielką przez 31 lat. Pani uczniowie lubili prace plastyczne? Odkryła pani jakieś talenty? 
Ogólnie uczniowie lubili i lubią lekcje plastyki. Zawsze starłam się wymyślać im ciekawe tematy zajęć. Jednego ucznia zapamiętałam tak szczególnie. Nazywał się Jacek Kata. Wcześniej uczyłam jego brata, później jego. Zauważyłam, że ma ogromny  potencjał i to, co robił, robił wyjątkowo  ciekawie. Trzy lata nauki, to krótki czas i później nie śledziłam już jego dalszych dokonań.. Spotkałam go po latach, wchodząc na zajęcia do domu kultury. Okazało się, że prowadzi tam zajęcia plastyczne. To było bardzo miłe odkrycie i spotkanie. 
Myślę, że kiedyś młodzież łatwiej było zainteresować czymś twórczym. Teraz, aby przykuć ich uwagę trzeba bardzo się postarać. Oni potrzebują dużo bodźców. W czasie pandemii i zdalnego nauczania oglądam lekcje dla dzieci na TVP. Są one dość ciekawe jednak w przedmiotach plastycznych bardzo ważny jest bezpośredni kontakt i pomoc. 
 
– Dużo bodźców nie brzmi zbyt dobrze, ale szeroka oferta zajęć już tak. Myśli pani, że teraz łatwiej rozwijać swoje talenty? 
Młodzi ludzie mają teraz ogromne możliwości działania i rozwijania swoich pasji. My tego nie mieliśmy. Nie mieliśmy wyboru, a czasami nawet obowiązywały nas zakazy. Młodzież może robić dzisiaj wiele wspaniałych rzeczy. Jednak rola rodziców jest tu niezmiernie istotna. Jeśli odkryją talent u swoich dzieci, powinni go wspierać i w miarę możliwości rozwijać. Jedna z moich wnuczek miała zdolności plastyczne, ale nie poszła w tym kierunku. Wybrała inne studia, ale teraz widzę chętnie sięga do malowania… Więc może prawda jest taka, że kto ma tworzyć ten będzie to robił. Wcześniej czy później, ale to się w nim odezwie. Ja sama jestem tego przykładem.
 
– Pani Mario, czym wyróżnia się pani twórczość? 
Bardzo lubię malować z natury, czyli to co widzę. Z rysowaniem z pamięci już idzie mi gorzej (śmiech), ale za to kompozycję potrafię odwzorować bardzo dokładnie. Pani Magda pokazała nam różne techniki malowania: akryl, farb olejne, linoryt, monotypie, akwarele, a także malowanie tuszem. Najbardziej odpowiada mi akryl. Olejna też jest fajna, ale bardzo długo wysycha. Nasza grupa ma też doświadczenie w lepieniu z gliny. Zaczęło się to od przyjazdu gości z Czech, którzy zaprezentowali na wystawie w muzeum swoje prace. Później my pojechaliśmy do nich i tam właśnie odkryłyśmy ten rodzaj twórczości. Tak więc moja twórcza działalność jest zdecydowanie szeroka. Moje szafy w domach są pełne „przydasiek” czyli rzeczy pozostały po różnych warsztatach, takich jak koraliki, czesanki, kolorowe papiery, druciki, nici, wydmuszki jajek, różne farby czy też kleje. 
 
– Trudno wymienić wszystkie pani wystawy, jak dobrze liczę było ich dziewięć, więc proszę o wskazanie tej najważniejszej dla pani. 
Za taką szczególną uważam wystawę wiązaną z plenerem malarskim w Środzie Śląskiej. Mięliśmy za zadanie pokazać stary i nowy rynek na jednym obrazie. Powstałe prace zaprezentowano na okolicznościowej wystawie, a dodatkowo zamieszczono je w kalendarzu na 2019 rok wydanym m.in. przez Muzeum Regionalne w Środzie Śląskiej. 
Wyjątkowa była też wystawa pt. „Dwa miasta - wspólna pasja”, która odbyła się w 2017 roku w Międzyrzeczu. Pani Bogucka nawiązała współpracę z tamtejszym domem kultury i zostałyśmy poproszone o poprowadzenie tam warsztatów z monotypii. Prace, które powstały na tych zajęciach, a także inne nasze dzieła zaprezentowano na specjalnej wystawie i została ona bardzo miło przyjęta. Bardzo miło wspominam też wystawę zorganizowaną w 2019 roku w Bibliotece Publicznej w Środzie Śląskiej. Każda z naszej grupy, jest nas teraz sześć, zaprezentowała na niej po kilka swoich ulubionych obrazów. 
 
– Pracuje pani nad czymś w tej chwili?
Niestety pandemia wstrzymała nasze spotkania, ale tworzyć nie przestałam. Osatnio zachwyciłam się łanami rzepaków i obraz ze zdjęć przeniosłam na płótno. Od kilku dni można oglądać go na wystawie „okiennej” w Centrum Kultury Alternatywnej. Niedawno skończyłam też obraz dla mojej wnuczki, z widokiem Alp, który zabierze do siebie do Włoch. 
 
– Dziękuję za miłe spotkanie i rozmowę. 

eska

4

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Talenty z sąsiedztwa cz. VII – Maria Bednarska

    2020-06-13 10:44:28

    gość: ~Maria

    Mówi ,że "Bardzo lubię malować z natury, czyli to co widzę". Dla wnuczki obraz z widokiem alp! Ze Środy Śl.?

  • 2020-06-13 10:58:33

    gość: ~Redakcja

    @~Maria Dzień dobry, Alpy i inne widoki są malowane ze zdjęć :)

  • 2020-06-14 08:19:36

    gość: ~Aria

    @~Redakcja
    Myślę ,żę Maryla była u córki w Italii i widziała alpy.

  • 2020-06-14 15:56:13

    gość: ~Dokladnie

    ostatnio dodany post

    @~Aria przecież jej córka mieszka we Włoszech więc z okna widok

REKLAMA