POWIAT ŚREDZKI
EMka.news

Śmierć, chemikalia i poufne dokumenty w browarze

Podziemia browaru w Sobótce kuszą tajemniczością i ściągają miłośników mocnych wrażeń. Od czasów likwidacji rozlewni zdarzył się tam jeden śmiertelny wypadek. Na jej terenie znaleźliśmy niezabezpieczone chemikalia i porzucone przepustki pracowników.

Do wypadku doszło w 2005 roku. Prąd zabił młodego mężczyznę, który włamał się do rozdzielni transformatorowej i próbował wynieść miedziane kable. Jego zwłoki znaleźli pracownicy zakładu energetycznego.

- Ciało było do połowy spalone. Obok leżały stopione obcęgi, które prawdopodobnie wypadły mu z rąk. Wcześniej świadkowie widzieli potężny błysk wyładowania elektrycznego – relacjonował jeden z policjantów, który przeprowadzał oględziny.

Szybko ustalono personalia mężczyzny. Był nim dwudziestokilkuletni Grzegorz G. ze Strzelec Świdnickich. Dwóch jego kolegów, którzy widzieli wypadek w panice uciekło. Podczas przesłuchania mówili, że włamując się do rozdzielni nie wiedzieli, że transformator nadal jest pod napięciem. Urządzenie zasilało jednak część pobliskiego osiedla.

 Przepustki z danymi osobowymi

Rozlewnię zamknięto pod koniec lat 90. Należała ona do grupy Browary Dolnośląskie Piast. Oficjalny powód? Zakład nie wytrzymał konkurencji z zalewem piwa z zachodu. W czasie likwidacji zdemontowano linię produkcyjną, a pracowników zwolniono. Likwidator zapomniał jednak o innych rzeczach. My w 2006 roku znaleźliśmy tam dokumenty ze zdjęciami i danymi osobowymi byłych pracowników. W biurze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) w Warszawie powiedziano nam, że administrator zobowiązany był zabezpieczyć dokumentację.

- Skargę może złożyć nie tylko policja, ale również pracownicy. Naruszenie ustawy o ochronie danych jest karalne. Osobie odpowiedzialnej za to, grozi wysoka grzywna lub dwa lata więzienia – mówiła Iwona Czaplińska, rzeczniczka GIODO.

Wszczęto postępowanie w tej sprawie, ale nie wiadomo, czy ktoś został ukarany. Od czasów likwidacji wielokrotnie zmieniali się właściciele.

Adresy „zaufanych pracowników”

Rok później w głównym budynku produkcji natrafiliśmy na laboratorium, w którym były kwasy, siarczany i inne chemikalia. Powiadomiliśmy magistrat w Sobótce oraz Centrum Zarządzania Kryzysowego we Wrocławiu. Jeszcze tego samego dnia strażacy wywieźli składowisko do utylizacji. W 2010 roku w wyburzonym magazynie znaleźliśmy dokumenty opatrzone klauzulą poufności. Były to plany wojskowych mobilizacji i wytyczne, jak postępować w razie zagrożenia Państwa. Według planów ciężarówki przewożące piwo transportowałyby broń i sprzęt saperski  Auta przewożące niebezpieczne materiały otrzymałyby wojskowe tablice rejestracyjne. W wytycznych podano również adresy i nazwiska „zaufanych pracowników” z Sobótki i Rogowa Sobóckiego.

W ciągu ostatnich lat browar był wielokrotnie okradany z metalowych urządzeń.

- W przeciągu kilku lat prowadziliśmy sprawy dotyczące kradzieży drewnianych belek stropowych i innych rzeczy – informuje Mirosław Kozak, zastępca komendanta policji w Sobótce.

Zbiorniki wykute w skale

Browar powstał w 1817 roku na granitowej skale. 57 lat później pod ziemią wykuto sztolnie i zamontowano kadzie, w których zbierano odfiltrowywaną wodę. Jej smak był najważniejszą zaletą. Obok rozlewni znajdują się stawy. Zimą wycinano z nich lód, który wykorzystywano do chłodzenia zbiorników. Trwało to do 1890 roku, kiedy zamontowano elektryczność. Piwo cieszyło się dużym uznaniem dzięki krystalicznie czystej wodzie. Browar – Gorkauer Burgerbrau miał swoje dwie filie oraz wiele lokali gastronomicznych. Po II wojnie światowej produkcję uruchomiono. Zakład działał do 1988 roku.

Obecnie teren browaru wystawiono na sprzedaż. Cena wynosi 3 mln 100 tys. zł.

 

 

 

Jacek Bomersbach

2

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz regulamin forum

KOMENTARZE powiadamiaj mnie o nowych komentarzach

  • Śmierć, chemikalia i poufne dokumenty w browarze

    2012-06-15 17:50:56

    Jacek Bomersbach

    Podziemia browaru w Sobótce kuszą tajemniczością i ściągają miłośników mocnych wrażeń. Od czasów likwidacji rozlewni zdarzył się tam jeden śmiertelny wypadek. Na jej terenie znaleźliśmy niezabezpieczone chemikalia i porzucone przepustki pracowników.

  • 2012-06-16 16:53:22

    gość: ~Aśka

    Ja zwykle bardzo dobry reportaż pana Jacka. Szkoda tylko, że nie ma nic na temat telewoneli, którą kręcili w browarze. Mieszkańcy znaleźli tam setki rozpisanych scenariuszy.

  • 2012-06-17 00:50:18

    gość: ~Szef

    ostatnio dodany post

    Autor nie wspomniał, że gmina wielokrotnie podejmowała próby ratowania browaru. Sądzili, że znajdzie się właściciel, który otworzy w rozlewni wytwórnię piwa lub oranżady, ale te plany również wzięły w łeb. Szkoda. Dziś browaru nie da się już odbudować.

REKLAMA


REKLAMA